Stało się, Google zagarnia kolejną usuługę w internecie! Google DNS. Już widzę tysiące leniwych adminów używających ich DNSów tylko dlatego że łatwo je zapamiętać (8.8.8.8 and 8.8.4.4, how cool is that!). Przypominjaą mi się ludzie noszący DNSy w portfelu, albo znający je na pamięć (w Polsce głównie tepsowe;] ). Tylko pytanie co bardziej paranoiczni (albo uświadomieni, zależy czy lubisz Google czy nie bardzo ;]) użytkownicy sobie zadają, mianowicie co się z tym wiąże?.
Pierwsza myśl przez wielu którzy się o tym dowiedzą/dowiedzieli będzie “O, super, Google chce znowu zbierać więcej danych o userach netu”. Cóż, prawda, mogą, mogą też całkiem łatwo je skorelować (wystarczy ze strona po której chodzi user używa Google Anal(ytics), albo że jest zalogowany na jakąś usługę Googla) i na podstawie tego dawać Ci bardziej “skorelowane” z Tobą reklamy.
Does it bothers me? Not at all! Według mnie, jeżeli zamiast bezużytecznego reklamowego crapu pojawi mi się coś co rzeczywiście mogłoby mnie zainteresować to nie mam nic preciwko temu. Jeżeli oczywiście reklama przebije się przez adblocka, co zdarza się raczej rzadko ;]. Martwi mnie natomiast co innego.
Dzięki temu Google “praktycznie” posiada moją historię odwiedzin i o ile ja nie wstydze się jej ;] to niektórym ludziom to jednak nie pasuje. I o ile wątpie żeby Google nagle zaczęło publikować ją w internetcie, to nie można zapomnieć że Google to amerykańska firma.
A z tym wiąże się parę rzeczy, m.in debilne amerykańskie prawo (tu googlować historię “anonimowej” blogerki która przestała być anonimowa bo sąd kazał googlowi ujawnić jej dane. O Polskę się za bardzo nie martwię ;] ale u nich może to spowodować że np. sąd każe googlowi ścigać kogoć kto ściągnął piracką MP3 z forum bo wszechmocna RIAA sądowi tak kazała (wiem, trochę surrealistyczny scenariusz, ale mialem już parę takich sytuacji że jak czytam newsa to łapie się za głowę i zastanawiam jakie chore prawa pozwalają sądzić paredziesiąt tysięcy kary za ściągnięcie MP3 która jest w sklepie netowym za $1)
Ale cóż, pożyjemy zobaczymy a ja zaraz potestuje sobie czy działają szybciej niż OpenDNS


4 ResponsesLeave a comment ?
A co powiesz na możliwość filtrowania zapytań już na poziomie DNS-u (nie odpowiemy na pytanie o IP dysydenckiego blogaska i co nam pan zrobi?)? Albo na utworzenie kolejnej TLD, która będzie widoczna tylko na NS-ach góglowych?
Jestem jakoś tak na nie.
Cóż, ISP (na szczeście w polsce się to raczej nie zdarza) tak już od dawna robią. Nie zauważyłem żeby Google wogóle blokowało “bad press” w przeciwieństwie do paru innych firm ;]. Poza tym zawsze jest OpenDNS (przy którym raczej zostane, no chyba że Google DNS byłyby znacząco szybsze).
Zakładanie że Google skoro może to będzie manipulować to jak zakładanie że Bóg istnieje bo nie można udowodnić że nie ;]
Skoro Gógle już ugięły się w Chinach, to dlaczego nie miałyby próbować w innych miejscach, z innych pobudek?
Tyle że to samo może zrobić każdy operator, w USA (jeżeli dobrze pamiętam) nawet niektórzy ISP “przechwytywali” zapytania DNS idące do nie ich serwerów(!!).
W Chinach każda większa firma się ugięła, perspektywa stracenia największego kraju świąta jest jednak zbyt duża ;]. Ale pożyjemy zobaczymy, chociaż w polsce w sumie nie ma powodu żeby ich używać, mają praktycznie taką samą prędkość jak np OpenDNS.